MATERIAŁY KARMAZYNOWEGO KRĘGU

Seria: Pasja 2020

SHOUD 2 – zaprezentowany przez ADAMUSA SAINT-GERMAINA za pośrednictwem Geoffreya Hoppe


5 października 2019 r.

 

www.crimsoncircle.com

 

 

 

 

Jestem Tym, Kim Jestem, Adamusem suwerennym.

 

Weźmy głęboki oddech, ponieważ łączymy wszystkie energie Shaumbry z całego świata, tej Shaumbry, która jest tutaj na planecie właśnie teraz, w tym Czasie Maszyn, jak również tej Shaumbry, która przeszła na tamtą stronę, ale nadal jest aktywnie zaangażowana w to, co robicie. Weźmy głęboki oddech i połączmy nasze energie w tym niesamowitym, niesamowitym, niesamowitym czasie.

 

Cauldre prosi o małą przysługę drogą Lindę z Eesa, jeśli się zgodzi.

 

LINDA: Mhm.

 

ADAMUS: To drobna sprawa. Czy mogłabyś zdjąć buty Cauldre'a? (Adamus ma na sobie kostium i wysokie, sznurowane buty)

 

LINDA: Dzięki Bogu! To wszystko, o co prosisz! (śmiech) A ja już się martwiłam! O, kurczę! Taak, to nic wielkiego! (chichocze)

 

ADAMUS: Kiedy przygotowywałem się do wejścia, on czuł się bardzo nieswojo i zapomniał o butach. Dla mnie to nie ma znaczenia, ale on chciałby je zdjąć.

 

LINDA: Och! Tak mi ulżyło. To nic wielkiego! Drobnostka!

 

ADAMUS: Czyż ona nie jest niesamowita?

 

LINDA: Drobnostka!

 

ADAMUS: Energia służy Cauldre'owi. Tak, tak.

 

LINDA: Taak, proszę bardzo.

 

ADAMUS: Ci, którzy się nam przyglądają, mogą pomyśleć, że to trochę dziwne, ale... ( kilka chichotów)

 

LINDA: Wszystko jest dziwne! (więcej chichotów i Linda też chichocze)

 

ADAMUS: A ja napiję się kawy, podczas gdy ty i Cauldre będziecie robić swoje.

 

LINDA: Och, taak. Już się robi, skarbie. Już się robi.

 

ADAMUS: A Cauldre mówi: „Tak, teraz mamy to na filmie.” (śmiech i Adamus chichocze, a Linda spogląda na niego) Trzymam się od tego z daleka.

 

LINDA: Nie można było zawiązać tego mocniej?!

 

ADAMUS: Jestem tu tylko Wzniesionym Mistrzem.

 

EDITH: Linda jest niezawodna. Jej!

 

LINDA: Ach! Tylko Mistrz może służyć, prawda? (śmiech)

 

ADAMUS: Ech, czy mogłabyś usłużyć trochę szybciej? (więcej śmiechu)

 

LINDA: Ooch! Ooch, ho–ho! Och, ho, ho, ho! Och, ho, ho, ho! Bądź grzeczny!

 

ADAMUS: O rety! (śmiech gdy Linda ciągnie but, prawie zrzucając Adamusa z krzesła)

 

LINDA: Czekaj, to jakaś szpilka… (w cholewce buta było coś ostrego, co zahaczyło o spodnie) OK.

 

ADAMUS: A czy odwinęłabyś jeszcze nogawki?

 

LINDA: OK. Tak. Chcesz, żebym ci może jeszcze zmieniła bieliznę? (więcej śmiechu)

 

ADAMUS: Mówisz do Cauldre'a czy do mnie? (więcej chichotów) Wspaniale, teraz on się czuje o wiele pewniej i możemy kontynuować.

 

Uwielbiam, kiedy się tak przebieracie. Naprawdę. To bardzo zmienia energię. Mam nadzieję, że niektórzy z was przebierają się w domu, nawet jeśli jesteście sami. Zaczynacie zdawać sobie sprawę, że wszystko jest grą, a ludzka gra jest prawdopodobnie najwspanialszą grą w jaką kiedykolwiek graliście. Ale wszystko jest grą. Naprawdę jest. Kiedy się przebieracie, to wyrywacie się z rutyny. To was trochę otwiera. Tak więc przebierajcie się częściej, no, może nie za robota. Mamy z tym mały problem. Ale, taak. (Adamus chichocze, odwołując się do komentarzy na temat kostiumu Cauldre'a w poprzedniej części)

 

A zatem, droga Shaumbro, to wielka gra, ludzka gra, a teraz dzieje się coś z ludzką grą, co mnie trochę martwi. Nie bardzo, ale trochę. Zastanawiam się, dlaczego ta gra się toczy.  Chyba rozumiem, bo to, co się teraz dzieje, jest po prostu poza wszelkim wyobrażeniem, bez scenariusza. To, co dzieje się na planecie, nigdy wcześniej się nie zdarzyło.

 

Wiecie, był taki czas, kiedy byliśmy w pewnym sensie na Atlantydzkiej ścieżce i to co wydarzyło się na Atlantydzie można byłoby odnieść do całej planety poprzez energetyczną analogię. To znaczy, wszyscy ludzie mogliby się pod to podłączyć. Teraz jesteśmy poza tym wszystkim i wchodzimy w zupełnie nowe wymiary.

 

Jako Shaumbra wchodzicie w coś, co może wydawać się wam niewiarygodne, a człowiek gra w tę swoją grę, nieomal udając, że to zbyt wiele, udając, że nie jest pewien czy w gruncie rzeczy jest na to gotowy. 

 

Mówimy bardzo wyraźnie, bardzo konkretnie podczas naszych spotkań, powiedziałbym, że co najmniej przez ostatnie trzy lata, bardzo wyraźnie o tym, po co naprawdę tu jesteście, a zabawne jest to, że tak naprawdę wcale nie dla oświecenia. Wcale nie dla oświecenia. Myśleliście, że dla oświecenia, a dla człowieka to był wielki cel. Cóż za osiągnięcie, dążyć do Urzeczywistnienia! Ale być może dociera do was, że nie po to tu jesteście. Ono nastąpi. Chcę powiedzieć, że ono jest pewne, ponieważ wybraliście je w tym życiu. Czekaliście, jak już mówiłem wiele razy. Czekaliście, ale teraz jesteście w tym miejscu. Jednak tak naprawdę nie chodzi o oświecenie. Chodzi o pozostanie na planecie.

 

 

Wasze Urzeczywistnienie

 

Oświecenie jest dane każdemu z was. Ono nastąpi i to nie dlatego, że człowiek nad nim pracuje, nie dlatego, że uważacie je za jakiś wspaniały ideał, nie dlatego, że ciężko pracowaliście i cierpieliście. To akurat działa przeciwko wam. Nastąpi ono dlatego, że je wybraliście – a kiedy mówię „wy”, mówię do człowieka i Mistrza – w tym wcieleniu. I stanie się tak niekoniecznie dlatego, że tygodniami pościcie, medytujecie, modlicie się i intonujecie jakieś pieśni. To się po prostu wydarzy.

 

Podczas naszego spotkania w zeszłym miesiącu zapytałem: „Czy nadszedł czas, żebyśmy zaczęli sporządzać kod, książkę lub coś zawierającego wytyczne albo wskazówki?” –  i będziemy o tym dalej rozmawiać. Niedawno odbyliśmy ciekawą sesję w Krainie Nieznanego – w Norwegii – gdzie rozmawialiśmy o tym i próbowaliśmy coś zrobić, i nie poszło zbyt dobrze. Przepraszam tych z was, którzy tam byli, no, ale próbowaliśmy. W rezultacie wyszło nam, że więcej pożytku będzie z waszych własnych historii. Takie historie w pewien sposób zawrą w sobie wszystkie potrzebne informacje, wskazówki i rady dla każdego.

 

A naprawdę interesujący w waszych opowieściach okaże się dzień, w którym osiągnęliście Urzeczywistnienie i nie będzie to dzień, w którym nagle rozstąpiły się chmury i uderzył piorun. Nie będzie to sytuacja, w której coś szczególnego się wydarzy. To po prostu będzie kolejny dzień jak co dzień. To się po prostu stanie.

 

Wywoła to u was konsternację, ponieważ nie pojawi się jako skutek jakiegoś tragicznego zdarzenia w waszym życiu lub wypadku. Nie stanie się to w wyniku głębokiej medytacji lub ćwiczeń oddechowych. To się po prostu wydarzy.

 

Wiecie, to się czasami zdarza w stanie snu, a nawet śmierci, kiedy pytacie: „Czy ja śnię, czy to się dzieje naprawdę?” Często się tak zdarza, kiedy ludzie przechodzą na tamtą stronę, jak to było ostatnio z naszym drogim przyjacielem Timothy'm – Timothy Smith przeszedł na tamtą stronę – prawie tydzień zajęło mu uświadomienie sobie, że nie żyje. I dobrze, bo nie odczuł żadnego bólu. Po prostu się prześliznął i przez chwilę się dziwił. Nie był całkowicie po tamtej stronie, ale na pewno nie było go tutaj i po prostu poświęcił ten czas na to, żeby wczuć się w siebie i w końcu zdał sobie sprawę, że nie żyje. I faktycznie tak było. Zrozumiał jednak również, że coś mu umknęło, ów moment śmierci i trochę był zły, że to się już wydarzyło. Powiedział: „Cholera! Nawet nie miałem okazji tego doświadczyć”, ponieważ w tym akurat momencie był zajęty przyzwalaniem na swoje Urzeczywistnienie. Przyzwolił na Urzeczywistnienie, a zaraz potem przeszedł na tamtą stronę.

 

Wasze opowieści – nie o umieraniu, ale o dochodzeniu do Urzeczywistnienia – będą naprawdę piękne, bo w tym momencie nie miały miejsca jakieś nadludzkie działania. Chcę powiedzieć, że być może akurat zmywaliście naczynia albo byliście na spacerze. Może się zdarzyć, że obudzicie się rano i powiecie: „Ależ to był sen! Śniło mi się, że nagle się urzeczywistniłem”, a potem dociera do was, że to nie był sen. Ot, zdarzyło się to w nocy. Po prostu się stało. To będą piękne historie o dojściu do Urzeczywistnienia.

 

I dlatego mówię, że nie przyszliście na planetę w tym wcieleniu dla Urzeczywistnienia. To tak jakby powiedzieć, że idziecie do restauracji, żeby coś zjeść. To poniekąd oczywiste. Chodzi mi o to, że Urzeczywistnienie jest czymś oczywistym.

 

Czy moglibyście się wczuć w to przez chwilę? Wy wszyscy, każdy z was – ci, którzy nas oglądają teraz, albo będą oglądać później – wczujcie się w to przez chwilę. Urzeczywistnienie jest czymś oczywistym. Czy wy, ludzki aspekt, możecie na nie przyzwolić? Nie pracując nad nim. Nie planując go. Nie cierpiąc, żeby na nie zasłużyć. Chodzi tylko o przyzwolenie.

 

I wiem, że niektórzy z was się niecierpliwią, ale niepotrzebnie. Cieszcie się wspominaniem tego, jak to było docierać do celu.  Cieszcie się tym doświadczeniem. Bądźcie spokojni i pewni wiedząc, że wasze Urzeczywistnienie nastąpi w tym wcieleniu. Nie ma znaczenia, czy to będzie jutro, czy za dziesięć lat. Nie ma znaczenia, czy jak u Timothy'ego Urzeczywistnienie i przejście na tamtą stronę nastąpią w tym samym czasie. To nie ma znaczenia. Ono nastąpi.

 

Ważne jest to, że pracowaliście nad tym przez całe wcielenia. Wiecie, z łatwością dałoby się ustalić i stwierdzić, że, poczynając od czasów Jeszuy ponad 2000 lat temu, od zasiania nasion boskości na tej planecie, co ostatecznie doprowadziło do powstania wielu religii, pracujecie nad tym od tamtej pory. Wyznawaliście te religie. Pomogliście je zapoczątkować. Wykonaliście więcej om-ów i achm-ów, medytacji i oddychania, ssania i dmuchania, i wszystkiego, co tylko można sobie wyo... (śmiech) – nie w ten sposób, Sart (więcej chichotów) – co tylko można sobie wyobrazić, jak też czytania, studiowania, stresowania się i frustrowania. Robicie to od wielu, wielu wcieleń. Teraz po prostu przyzwólcie na nie, OK? Ono samo do was przyjdzie.

 

Tak będzie – mogę was o tym zapewnić, mogę to zagwarantować – a Cauldre sprawdza mnie po trzykroć. Wiecie, on jest jak weryfikator faktów w gazecie lub telewizji. Musi zapytać: „Czy naprawdę tak uważasz, Adamus?” Naprawdę tak uważam. Gwarantuję, że osiągniecie swoje Urzeczywistnienie w tym życiu. Znam datę, mniej więcej. Nie wiem dokładnie jak to się stanie i to nie ma znaczenia. Ale czy możecie wziąć z tym głęboki oddech i przestać się stresować myśleniem, że w tym życiu chodzi tylko o urzeczywistnienie? Otóż nie. Urzeczywistnienie jest zapewnione. Nastąpi.

 

Weźcie z tym głęboki oddech.

 

(pauza)

 

Czuję na sali dużą ulgę, ale wyczuwam też wiele wątpliwości: „Czy to jeszcze jedna obietnica? Czy to tylko coś, czym się nas karmi”? Cóż, po pierwsze, to o wiele lepsze niż gdybym powiedział: „Eech, OK, większości z was to się nie uda.” (śmiech) „Spróbujcie jeszcze raz w następnym wcieleniu! No cóż, przepraszam, w tym wcieleniu się nie udało.”

 

Niedawno powiedziałem jednej grupie, że gdybym miał wrócić, czego nigdy nie zrobię,  gdybym miał wrócić, byłbym gospodarzem teleturniejów. Zabawiałabym się ludzkim umysłem w ramach gry. (Adamus chichocze) To o wiele lepsze niż mówienie, że kilkorgu z was może się udać, a większości nie. Tak więc przynajmniej w tej kwestii jestem optymistą.

 

Człowiek przyjmuje to z niedowierzaniem: „Kto, ja? Czyż nie powinienem nad tym jeszcze trochę popracować? Jestem nieco zdezorientowany. Nie uważasz, Adamus, że jestem – eee... – lekko stuknięty? Czy sądzisz, że mi się uda?” Tak, uda się. Im szybciej się zorientujecie... nie pracujcie nad Urzeczywistnieniem. Nie stresujcie się nim. Nie walczcie o nie. Nawet go nie zapraszajcie, ani nie błagajcie, żeby do was przyszło. Po prostu siedźcie i przyzwalajcie. Może się zdarzyć, że będziecie łowić ryby, kiedy to się stanie. Może będziecie brać prysznic. To świetne miejsce dla Urzeczywistnienia, pod prysznicem. To oczyszczanie na wiele sposobów. Urzeczywistnienie jest pewne. Tak naprawdę jesteście tu, na planecie, po coś innego.

 

 

PRAWDZIWY powód, dla którego tu jesteście

 

To brzmi – ciągle używam słowa „nieprawdopodobnie”, ponieważ jest to bardzo odpowiednie słowo – brzmi nieprawdopodobnie i jest to syndrom: „Kto, ja?”. „Kto, ja?”. Tak, wy. Przybyliście na tę planetę wiedząc, że Urzeczywistnienie nastąpi i zagraliście we wspaniałą grę: „Zamierzam mocno utrudnić sobie dotarcie do celu, żebym nigdy nie zapomniał, że do niego dotarłem.” Jednakże przyszliście na planetę tylko po to, żeby być na niej światłem w Czasie Maszyn.

 

Ja mówię, ale czy wiecie ile czasu trzeba średnio od momentu, kiedy ja, a w przeszłości Tobiasz, mówię coś głębokiego, rozsadzającego umysł, żeby to do was naprawdę dotarło? Powiem coś na Shoudzie, wy usłyszycie to w swoich uszach, trafi to do waszego umysłu, czasem użyjecie tego jako banalnego makyo, ale tak naprawdę nie zostanie to wprowadzone przez was do waszego życia.

 

Czy wiecie ile czasu upływa przeciętnie od objawienia się tej głębi do wprowadzenia jej przez was do waszego życia?

 

ALAIN: Dziesięć lat.

 

5,2 roku. Dla ciebie tam z tyłu, tego, który powiedział dziesięć lat, to prawda. (śmiech) 5,2 roku. Uściślijmy to trochę. Chcę powiedzieć, że mamy przed sobą dużo pracy, wesołej pracy, ekscytującej pracy, czasami smutnej pracy, czasami naprawdę smutnej. Powiem o tym za chwilę.

 

Ale przekonacie się, że współistnienie cierpienia i wolności po prostu nie sprawdzi się na tej planecie. Współistnienie pomiędzy tymi, którzy wybierają ból i cierpienie – i to sami je wybierają, nikt im ich nie narzuca – współistnienie cierpienia i bólu, a z drugiej strony wolności i tego, co nazywamy magią, będzie bardzo utrudnione.

 

Wczujcie się w to przez chwilę. Jest ogromna liczba ludzi na planecie, którzy nadal wierzą w nieuniknioność bólu i cierpienia, ograniczenia i braku. Są również ludzie, którzy naprawdę rozumieją wolność – wolność energii, wolność postrzegania swojej przeszłości, wolność bycia tym, kim są. To trudne współistnienie. I w zasadzie głównie dlatego zdecydowaliście się pozostać, żeby, być może, kierować swoje światło na innych ludzi, otwierać ich potencjał. Nie zmieniać ich umysłów, nie przekonywać ich, ale po prostu oświetlać ich życiowe potencjały.

 

Tak więc zdecydowaliście się być tutaj po to, żeby być nosicielem światła, ale nie jego inicjatorem, nie tym, kto je narzuca innym; po prostu po to, żeby być tym światłem. Dlatego właśnie jesteście, to jest powód, tu, w tym Czasie Maszyn.

 

Otóż człowiek siedzący tutaj powie: „Łał, to naprawdę nieprawdopodobne. To przypomina jakiś wielki, wspaniały film.” To nie jest film. Chcę powiedzieć, że to jest prawdziwe.

 

Chciałbym, żebyś zastanowił się przez chwilę, drogi człowieku, grający w grę: „To brzmi zbyt fantastycznie. Chcesz powiedzieć, że kto, ja? Może ktoś inny. Kto, ja?” Naprawdę chcę, żebyś wczuł się w to przez chwilę i pozwolił sobie poczuć Mistrza i mądrość, tłumaczących ci to w słowach, jakich ja bym pewnie nie znalazł. Skup się przez chwilę, żeby poczuć, dlaczego naprawdę tu jesteś.

 

(pauza)

 

Człowiekowi może się to wydawać trudną sprawą, poważnym zadaniem. Człowiek, który nadal myśli, że musi nad tym pracować, mówi: „Nie wiem, czy potrafię to zrobić”. Chcę, żebyście posłuchali przez chwilę Mistrza w sobie, waszej wewnętrznej  mądrości...

 

(pauza)

 

... i sprawdzili, czy jest w tym coś znajomego. Naprawdę jesteście tutaj, żeby być światłem, które oświetla potencjały innych ludzi, zwłaszcza w obecnym Czasie Maszyn.

 

(pauza)

 

Tak więc gra, w którą czasami się gra, to gra w rodzaju: „Och, nie jestem na to gotowy”; „To jest zbyt wielka, zbyt poważna sprawa”; „Zajmuję się tym całym oświeceniem i pracuję nad nim, i ...”. Nie, to nie tak. Gracie w grę: „Pracuję nad swoim oświeceniem”. Cóż, przede wszystkim, jak wiecie, jak już wam powiedziałem, człowiek nie jest w stanie tego robić. Dajmy więc temu spokój. Porzućcie tę grę. To się zdarzy. To już załatwione. Milion dolarów temu, kto nie doczeka się Urzeczywistnienia w tym życiu. Trzeba go będzie odebrać po tamtej stronie (trochę śmiechu), ale to drobiazg. Mały szczegół. Jesteście tu po to, żeby sprowadzić na planetę Merlina, wnieść światło, które po prostu oświetli ludziom ich potencjały. O to chodzi. Nie mówić im, gdzie znajdują się potencjały, ani nie mówić im, który z nich wybrać, ale po prostu oświetlać potencjały. To wszystko.

 

I wtedy być może , być może coś się okaże, coś, o czym powiedziałem, a co niektórym z was wyda się brutalne, a mianowicie, że cierpienie nie może współistnieć z wolnością tak w obrębie jednostki, jak i we wspólnocie, w obrębie planety. Po prostu nie może. Jest to jeden z powodów, dla których zostały stworzone Nowe Ziemie, gdzie nie ma cierpienia, nie ma potrzeby cierpienia ani lekcji, tak na wypadek, gdyby ta Ziemia nigdy nie zdecydowała się iść drogą wolności.

 

Wolność oznacza wolność w relacji z energią, wolność w relacji z samym sobą, oznacza suwerenność. Mówię to, ponieważ będzie to jedna z najtrudniejszych spraw, jakie napotkacie, przekonując się, jak trudno jest tym dwóm rzeczom współistnieć – cierpieniu i wolności.

 

Wczujcie się w to przez chwilę. Jak możecie być naprawdę wolni, skoro nadal cierpicie w swoim życiu?

 

(pauza)

 

Tak więc człowiekowi mówię w tym dniu kostiumów i odgrywania ról: „Przestań odgrywać zwątpienie. Przestań odgrywać rolę aspektu powtarzającego: ‘Kto, ja?’”

 

„Kto, ja? Urzeczywistnienie? I co więcej, że niby jestem tu po to, żeby wnieść światło na planetę?” Nie będziemy zajmować się otwieraniem portalu. Nie będziemy łapać ludzi na ulicach i sprowadzać ich tutaj, żeby ich indoktrynować. To nie ten rodzaj działań. To właśnie tak jest proste. Naprawdę proste. Niedawno powiedziałem to grupie, na naszych zajęciach U Progu (Threshold) i teraz chętnie dzielę się tym z wami.

 

Biurem Mistrza jest ławka w parku i kawiarnia. To wszystko. To wasza praca. Idziecie do parku na ławkę, idziecie do kawiarni, czy gdziekolwiek indziej, to jest wasze biuro. Siadacie tam, robicie co chcecie – czytacie, piszecie książkę, piszecie sztukę, czytacie gazetę, albo nie  – wszystko jedno. Obserwujecie ludzi, to zawsze dobra zabawa. Po prostu obserwujecie ludzi. Wczuwacie się w ich energię. Niektórzy z was się obruszą: „Och, nie mogę tego robić. To osądzające.” Hej, bawcie się tym. (kilka chichotów) To obserwacja. Jako Mistrz zrozumiecie, że to tylko obserwacja. Coś jak: „Jej! Ten człowiek ma jakieś duże problemy z cierpieniem” i „Ten człowiek jest gotowy na wielką zmianę w swoim życiu.” Niekoniecznie im o tym powiecie, ale zaczynacie obserwować, jak wszyscy pracują ze swoją osobistą energią – jak wszyscy pracują – a udają, że nie. To wspaniała obserwacja. Przyglądacie się innym ludziom, którzy mają do czynienia ze swoją osobistą energią, ponieważ cała energia jest osobista, a udają, że nie jest, że pochodzi z innego miejsca. W jakąż wspaniałą grę grają ludzie. Co za wspaniała rzecz do obserwacji dla Mistrza.

 

Zatem biuro mistrza to ławka w parku albo kawiarnia. Ławka, gdy na dworze jest ładnie, a kawiarnia, gdy nie jest. Tam właśnie wykonujecie swoją pracę. Siedzicie na tyłku, taak (Adamus chichocze) i wykonujecie swoją pracę. I nie używacie siły. Nie wymuszacie niczego. Jaśniejecie naturalnym światłem. Po prostu tam siedzicie i to rzuca światło na potencjały. Nie musicie nawet wiedzieć, jaki jest czyjś potencjał. Prawdopodobnie zresztą wcale nie chcecie wiedzieć. Wasza obecność tylko rzuca światło, które pokazuje im, że istnieją alternatywy. Mają wybór. Wiele razy, niestety, będą wybierali pozostanie na drodze cierpienia, ponieważ teraz jest ono niejako wgrane w ludzką świadomość.

 

Wczujcie się przez chwilę w zbiorową świadomość. Zbiorowa świadomość jest jak wielka chmura ludzkich myśli i doświadczeń wszystkich ludzi, którzy są na planecie lub kiedykolwiek byli.

 

(pauza)

 

Jest na niej dużo cierpienia. Owszem, jest trochę radości, jest muzyka, jest śmiech, są rodziny, jest wiele różnych rzeczy, ale towarzyszy temu ogromny cień cierpienia.

 

Nie musi być cierpienia we wszechświecie, w kreacji. Nie musi być cierpienia, ale ludzie wciąż je wybierają. Zostało ono wmówione, zasugerowane za pomocą hipnozy. Jako Mistrz możecie uwolnić się od potrzeby cierpienia z każdego możliwego powodu. Wystarczy wziąć głęboki oddech i je uwolnić. Nie ma potrzeby cierpieć.

 

Tak więc to są moje pierwsze uwagi. Mam nadzieję, że przed końcem Shoudu uda nam się wszystko podsumować. Ale w międzyczasie chciałbym, aby droga Linda z Eesa, ubrana w szarości, droga Linda z Szarego Eesa (Adamus chichocze), wzięła mikrofon i ruszyła do Mistrzów z pierwszym dzisiejszym pytaniem mądrości.

 

 

Mądrość Shaumbry

 

W porządku. Zapalmy światła na sali i zobaczmy, nie mamy werbli, co? Taak. Wszyscy na widowni są jak „oślepieni” (bo zapaliły się światła). OK. Pytanie brzmi… gdy znajdziesz naszego pierwszego Mistrza, pojawi się pytanie.

 

LINDA: Wybrać go przed pytaniem?

 

ADAMUS: Zawsze, zawsze.

 

LINDA: Urocze. W porządku. Myślę, że wybiorę kogoś nowego.

 

ADAMUS: Nowego. Czy jesteś nowa?

 

KIMBERLY: Tak.

 

ADAMUS: To brzmi jak ktoś pochodzenia żydowskiego, ale z „n?”* (kilka chichotów) Tak, to jest… tak. Shalom! (Adamus chichocze)

 

*ang. Jewish (żydowski, czyt. dżiułysz), a nowy to new-ish (czyt. niułysz) – przyp. tłum.

 

KIMBERLY: Shalom. Dziękuję.

 

ADAMUS: Tak, a pytanie brzmi...

 

LINDA: Czekaj! Jest nowa. To znaczy, ona nie była jeszcze... czy byłaś już kiedyś na Shoudzie?

 

KIMBERLY: Nie, ale nie jestem znów taka nowa.

 

ADAMUS: Nie jesteś znów taka nowa. (Kimberly chichocze) A więc, dobrze. Teraz, gdy już  wszystko się wyjaśniło, pytanie brzmi: „Czy ludzie – ogólnie rzecz biorąc, ogólnie rzecz biorąc – czy ludzie bardziej krzywdzą siebie czy innych?

 

KIMBERLY: Bardziej krzywdzą siebie.

 

ADAMUS: Bardziej krzywdzą siebie. W jaki sposób?

 

KIMBERLY: Hmm...

 

ADAMUS: Nie czytam o tym w gazetach, kiedy zaglądam wam przez ramię. A w dzisiejszych czasach nie ma nawet gazet. To takie dziwne.

 

KIMBERLY: To jest dziwne.

 

ADAMUS: Tak.

 

KIMBERLY: Ludzie zdecydowanie bardziej krzywdzą siebie niż innych, ponieważ… my naprawdę krzywdzimy innych. Oczywiście, że krzywdzimy innych, ludzie w sposób oczywisty krzywdzą innych, ale kiedy krzywdzisz innych, to gdzieś w środku krzywdzisz siebie, tym bardziej, że...

 

ADAMUS: Cauldre się temu sprzeciwia. Mówi mi, że kiedy jego rodzice dawali mu klapsa (Kimberly chichocze), to ich bardziej to bolało niż jego. (nieco śmiechu) To tak jakby... nie. Nie. To nieprawda. To po prostu nieprawda. Ale mów dalej.

 

KIMBERLY: Nie, jak już mówiłam.... teraz sprawiasz, że...

 

ADAMUS: Czy to nie jest zabawne, że wszystko tak się poplątało?! (obydwoje chichoczą)

 

KIMBERLY: Nie, ludzie absolutnie bardziej szkodzą sobie niż innym. Przynajmniej według mnie.

 

ADAMUS: Tak. Ale zawsze czytasz o krzywdzie, jaką jedni wyrządzają innym. Jak to możliwe, że nic się nie mówi o krzywdzie, jaką ludzie wyrządzają sobie, jeśli jest tak, jak mówisz?

 

KIMBERLY: Cóż, myślę, że krzywda dzieje się na wielu poziomach.  Możesz krzywdzić samego siebie, możesz krzywdzić innych, a ci inni znów krzywdzą innych. I myślę, że może to być odbierane na trzy różne sposoby, właściwie przez każdego, kto w tym  uczestniczy, z różnych punktów widzenia.

 

ADAMUS: Dobrze. Nie wiem, do czego zmierzasz. (chichoczą)

 

KIMBERLY: Właściwie to ja też nie wiem. (chichocze)

 

ADAMUS: Taak. Czy zatem krzywdzisz siebie bądź też krzywdziłaś? 

 

KIMBERLY: Absolutnie.

 

ADAMUS: W jaki sposób?

 

KIMBERLY: Nie przyzwalając.

 

ADAMUS: Nie przyzwalając. OK, ale daj mi dobry przykład skrzywdzenia siebie, coś, co sama sobie zrobiłaś.

 

KIMBERLY: Pozostawanie w związkach z ludźmi, którzy mnie skrzywdzili.

 

ADAMUS: To jest krzywdzenie siebie, prawda?

 

KIMBERLY: Tak.

 

ADAMUS: Dlaczego to robiłaś? To trochę dziwne.

 

KIMBERLY: To jest dziwne. (chichocze)

 

ADAMUS: Taak, taak. Taak. Cieszę się, że potrafisz to przyznać. Nadal jesteś w takim związku?

 

KIMBERLY: Nie. Nie, nie jestem. Szczerze mówiąc robiłam to, bo zawsze czułam, że mogę wszystko naprawić.

 

ADAMUS: Tak, och, ciekawe.

 

KIMBERLY: Taak. Taak.

 

ADAMUS: Ciekawe. To tak jakbyś potrafiła więcej od innych i wszystko możesz naprawić. OK. A co z naprawianiem siebie? Jak ci idzie?

 

KIMBERLY: Ostatnio znacznie lepiej.

 

ADAMUS: Taak, taak.

 

KIMBERLY: Ostatnio znacznie lepiej.

 

ADAMUS: Co musiałaś naprawić?

 

KIMBERLY: Siebie. (chichocze)

 

ADAMUS: Wiem, ale co konkretnie?

 

KIMBERLY: Co konkretnie? Musiałam pozbyć się starych ran.

 

ADAMUS: Mhm. Tak. Wiesz, ja widzę – a Cauldre znowu się wtrąca – sio! – żadnych zakłóceń.  (kilka chichotów) Widzę, że przegapiłaś jakieś wielkie szanse w swoim życiu, jak na przykład możliwość zrobienia kariery, której naprawdę chciałaś, ale której nie zrobiłaś i kilka podobnych rzeczy lub nawet związek, którego chciałaś, ale się nie powiodło. Kto ci to spieprzył?

 

KIMBERLY: Ja.

 

ADAMUS: Taak.

 

KIMBERLY: Taak.

 

ADAMUS: Poważna sprawa. Dlaczego? Widzę kilka pięknych okazji, które miałaś i je zaprzepaściłaś. Autodestrukcja.

 

KIMBERLY: Najwyraźniej lubię utrudnienia.  Cóż mogę powiedzieć? (chichoczą)

 

ADAMUS: „Najwyraźniej lubię utrudnienia.” Nie, co powiesz na umieszczenie tego w przeszłości – szuuuu!

 

KIMBERLY: Tak.

 

ADAMUS: Kiedyś lubiłaś utrudnienia.

 

KIMBERLY: Właśnie.

 

ADAMUS: Ale dlaczego? To ciekawa sprawa. Dlaczego?

 

KIMBERLY: (wzdycha) Naprawdę nie potrafię powiedzieć.

 

ADAMUS: Mogłabyś.

 

KIMBERLY: Mogłabym! (chichocze)

 

ADAMUS: Wymyśl coś.

 

KIMBERLY: Dlaczego lubiłam sobie utrudniać życie?

 

ADAMUS: Taak, taak.

 

KIMBERLY: Bo chyba w przeszłości zawsze próbowałam przekonać siebie, że to wszystko dzieje się poza mną.

 

ADAMUS: Racja.

 

KIMBERLY: Że ja tego nie stworzyłam. Nie byłam... no wiesz, próbujesz znaleźć jakiś inny cel, na którym możesz się skupić...

 

ADAMUS: Racja, racja.

 

KIMBERLY: ...i wyznaczasz go gdzieś na zewnątrz, no i przez to całkiem nie konfrontowałam się ze sobą.

 

ADAMUS: Czy zatem możemy to wszystko teraz zakończyć?

 

KIMBERLY: Tak.

 

ADAMUS: To znaczy uznać, że to była wielka gra i to wszystko.

 

KIMBERLY: To była bardzo wielka gra. Tak.

 

ADAMUS: To był rodzaj gry głupiej świadomości. (Kimberly chichocze) Ale wy wszyscy to robicie i ludzkość nadal to robi. Wracając jednak do pierwotnego pytania, czujesz zatem, że ludzie bardziej krzywdzą siebie niż innych?

 

(Kimberly milczy)

 

To właśnie powiedziałaś.

 

KIMBERLY: Tak, to właśnie powiedziałam.

 

ADAMUS: Jaki to jest procent? Jakieś 49 procent krzywdzi innych, a 51 siebie?

 

KIMBERLY: Zaczekaj. Wiesz co, zmienię odpowiedź. Tak naprawdę nie potrafię powiedzieć.

 

ADAMUS: OK, nie potrafisz powiedzieć.

 

KIMBERLY: Nie potrafię.

 

ADAMUS: Taak. Wobec tego musisz iść do łazienki, wiesz o tym. (Kimberly się śmieje) Chcę powiedzieć, że to sposób... myślę, że to inny sposób powiedzenia „nie wiem”. „Nie potrafię powiedzieć.” (Kimberly się śmieje) Myślę, że w pewnym sensie są takie same – tym razem ci darujemy, bo jesteś Żydówką. (śmiech) Ale taak, OK. I posłuchaj jak inni odpowiadają. Czy wiesz, co się tu wydarzyło, kiedy rozmawialiśmy?

 

KIMBERLY: Co? Że zmieniłam zdanie? (chichocze)

 

ADAMUS: Nie, nie. Chyba ci się ciężko myśli teraz, co?

 

KIMBERLY: Trochę, taak.

 

ADAMUS: Taak. Nie sądzisz, że coś zostało uruchomione, co po prostu wymagało uwolnienia? Taak.

 

KIMBERLY: Dziękuję ci.

 

ADAMUS: Dobrze. Dziękuję.

 

Następny. To samo pytanie. Czy ludzie bardziej krzywdzą siebie czy innych? Tak. Czy zechciałabyś wstać?

 

SHAUMBRA 1 (kobieta): Tak.

 

ADAMUS: Taak.

 

SHAUMBRA 1: Czy mógłbyś powtórzyć pytanie?

 

ADAMUS: Jasne! Z przyjemnością.

 

SHAUMBRA 1: Dziękuję.

 

ADAMUS: Przy okazji, przepraszam, ale to jedna z rzeczy, które dzisiaj robimy – czyli  ja mówię, odwracam waszą uwagę – ale zdarza się coś takiego – och, jak wy to nazywacie? To coś jakby mgła przez cały dzień przesłaniała umysł i nie bez powodu. Wyjaśnię to później. A więc jakie było moje pytanie?

 

SHAUMBRA 1: Nie wiem. Musisz mi powiedzieć. (publiczność mówi „Oooch!”)

 

ADAMUS: Taak, cóż, nie powinnaś tego tutaj mówić. Zamierzam zatem...

 

SHAUMBRA 1: Och, przepraszam. Przepraszam.

 

ADAMUS: ... cofnąć się w czasie. (śmiech) OK, cofnęliśmy się w czasie. Zacznijmy od nowa. A zatem, drogi Mistrzu, czy ludzie bardziej krzywdzą siebie czy innych?

 

SHAUMBRA 1: Łał. Myślę, że krzywdzimy siebie.

 

ADAMUS: Taak, taak.

 

SHAUMBRA 1: Chyba, że odgrywamy ofiarę, czego nie powinniśmy robić.

 

ADAMUS: Słusznie. Czy krzywdziłaś innych ludzi?

 

SHAUMBRA 1: Bffff! (Adamus chichocze) Prawdopodobnie tak.

 

ADAMUS: Prawdopodobnie. Emocjonalnie czy fizycznie? Przyłożyłaś kiedyś komuś?

 

SHAUMBRA 1: Prawdopodobnie.

 

(Elizabeth się śmieje)

 

ADAMUS: (zwraca się do Elizabeth) To się nazywa dystrakcja. Ona za bardzo tkwi w głowie. Muszę to jakoś przerwać.

 

ELIZABETH: (śmieje się) OK. Pojęłam.

 

ADAMUS: Tak więc możemy cofnąć się w czasie również w tej sprawie, jeśli ci się to nie spodobało. Tak, mnie się spodobało. No więc, OK. Co zatem zrobiłaś, żeby skrzywdzić siebie?

 

SHAUMBRA 1: Niestety, mam skłonność do obwiniania siebie za wszystko, co kiedykolwiek...

 

ADAMUS: Taak. Cóż, bo to była twoja wina. Czyż nie?!

 

SHAUMBRA 1: Słusznie. Jasne. (kilka chichotów)

 

ADAMUS: Żartuję!        

 

SHAUMBRA 1: Och.

 

ADAMUS: W tym momencie powinniście się wszyscy roześmiać. OK. Nie. Obwiniasz siebie za wszystko. Co jeszcze?

 

SHAUMBRA 1: Kiedy patrzę wstecz na swoje życie, wiesz, trudno znaleźć kogoś, kogo dałoby się obwinić za trudności, jakie mnie spotkały w życiu.  Zawsze chodzi o coś....

 

ADAMUS: Nie, to wszystko twoja wina.

 

SHAUMBRA 1: Tak, wiem. To tak jakby...

 

ADAMUS: Nie mówię o życiu innych ludzi, mówię o twoim życiu.

 

SHAUMBRA 1: Słusznie.

 

ADAMUS: Tak, całe twoje życie to wszystko twoja wina. Tak, naprawdę! (Adamus chichocze)

 

SHAUMBRA 1: Zdaję sobie sprawę, że jestem panem swojej duszy, wiesz, kapitanem mojego statku czy jakkolwiek to nazwiemy. Wszystko zależy ode mnie. I właśnie w tym tkwi moja moc.

 

ADAMUS: Tak, takim panem oszukiwania siebie. Tak. Więc kiedy mówię o krzywdzie, jaką wyrządziłaś sobie w tym życiu, to jak myślisz – przychodzisz któregoś dnia do Klubu Wzniesionych Mistrzów, przechodzisz na tamtą stronę i mówisz: „Rany, oto co zrobiłam”. Wymień jedną rzecz. Co naprawdę zrobiłaś, żeby siebie skrzywdzić?

 

SHAUMBRA 1: Och, różne rzeczy, na przykład wątpiłam.

 

ADAMUS: Wątpiłaś. OK. A co to wątpienie spowodowało w twoim życiu?

 

SHAUMBRA 1: Podejmowałam złe decyzje.

 

ADAMUS: Tak. I co jeszcze?

 

SHAUMBRA 1: Hm...

 

ADAMUS: Język ciała mówi wszystko. Chcę powiedzieć, że...

 

SHAUMBRA 1: Taak. Wiem. (chichocze)

 

ADAMUS: Mówisz to językiem ciała.

 

SHAUMBRA 1: OK.

 

ADAMUS: Pomniejszałaś siebie.

 

SHAUMBRA 1: Tak.

 

ADAMUS: Jesteś trochę za bardzo szara, wiesz.

 

SHAUMBRA 1: Tak, doszłam już do takiego wniosku.

 

ADAMUS: Tak, tak! To znaczy, ona (Linda)*, ucieleśnia szarość w Shaumbrze. Pomniejszałaś siebie i chowałaś się, i to jest właśnie krzywdzenie siebie. Chcę, żebyście wszyscy naprawdę to usłyszeli. Pomniejszanie siebie jest krzywdzeniem siebie. Zamykacie się w swoim własnym więzieniu, żeby pozostać niewidocznym. Dlaczego? Mamy ważne sprawy do załatwienia tutaj, na tej planecie. Musicie znaleźć ławkę w parku lub kawiarnię, w której będzie wam wygodnie świecić światłem na cały ten pieprzony świat, a nie możecie tego zrobić, uważając się za kogoś mało znaczącego. Nie musicie wychodzić na scenę i nie musicie wygłaszać wielkich mów ani mieć na koncie bestsellerowej książki. Wszystko, co musicie zrobić i co będziemy robić razem, to posadzić swój tyłek na ławce w parku lub na krześle w kawiarni i promieniować, oświetlać, być otwartym. To wszystko. Ale nie da się tego zrobić pomniejszając siebie.

 

*Linda ubrana jest w szary kostium, a także twarz i ręce pomalowane ma na szaro – przyp. tłum.

 

SHAUMBRA 1: Jasne.

 

ADAMUS: A ty ciągle masz wiele wątpliwości, nawet teraz, bo wątpisz, czy w ogóle powinnaś tutaj być, tu, na planecie czy tu, w Centrum Karmazynowego Kręgu.

 

SHAUMBRA 1: Nie, nie mam, naprawdę.

 

ADAMUS: Nie masz. OK.

 

SHAUMBRA 1: Po prostu mam tremę i tego właśnie doświadczam w tej chwili.

 

ADAMUS: Tak, jasne, jasne. A właściwie to nie o to chodzi. Na sali specjalnie wytworzono mgłę  i wtedy ty dostajesz mikrofon, a ja po prostu jestem...  jak wy to nazywacie?

 

LINDA: Dupkiem? (dużo śmiechu)

 

ADAMUS: Miałem zamiar powiedzieć dociekliwym Mistrzem, ale... (więcej śmiechu) W przypadku, gdybyście słuchali, a nie słyszeli tego, niektórzy podpowiadali „fiut” i „dupek”. Czy ja wyglądam... och, nie odpowiadajcie. (śmiech) Nie odpowiadajcie. OK. To się nazywa „wielka dystrakcja”. Weźcie wszyscy głęboki oddech. Wiele się tutaj dzieje.

 

Wątpienie i pomniejszanie siebie były największą krzywdą, jaką sobie wyrządzaliście w tym wcieleniu. I po co? To nie jest zabawne. Taak.