MATERIAŁY KARMAZYNOWEGO KRĘGU

 
Seria Charyzmy

SHOUD 8: “Charyzma 8” – prezentowany przez ADAMUSA za pośrednictwem Geoffreya Hoppe

4 kwietnia 2015 r.


www.crimsoncircle.com


Jestem Kim Jestem, Adamus Saint-Germain. 

Poczułem kawę zanim jeszcze otworzyłem oczy. Ach! Ach! Dziękuję ci, kochana Sandro! (nieco braw) Dziękuję ci. 

Witaj, droga Shaumbro. Witam Shaumbrę na całym świecie, wszystkich zgromadzonych tutaj w studiu. 


Potwierdzenie

Zanim rozpoczniemy stałą część naszego spotkania, chcę potwierdzić z głębi serca wobec każdego z was, że rozumiem, jak trudna jest podróż. Naprawdę rozumiem. 

To niesamowite. Tak dobrze jest wiedzieć, że jesteście tutaj, że jesteście z nami. To trudne – energie, świadomość tej planety; praca jaką wykonujecie ze swoimi aspektami; jak dajecie radę, żeby w jakiś sposób, w jakiś sposób żonglować codziennym życiem, związkami, wyzwaniami zmieniającej się planety, tym, co się dzieje z waszymi ciałami; jak potraficie robić to wszystko i być oddanymi swojemu wcielonemu oświeceniu, swojemu urzeczywistnieniu. Czasami doprowadza to do łez mnie, Tobiasza, Kuthumiego i innych. Niesamowite. 

Mam chwilami wrażenie, że wręcz nie rozumiecie co tak naprawdę robicie, zasięgu tego, co robicie – a jest to zmienianie świadomości, przyzwolenie na oświecenie, spełnianie marzenia ponad tysięcy wcieleń, które realizuje się teraz w najtrudniejszych z możliwych, pełnych wyzwań, ale pięknych sytuacjach. 

Oświecenie samo w sobie jest brutalne. Weźmie każdą część, która według was jest wami i zetrze na proch. Rozerwie na strzępy. 

Zdecydowanie oświecenie nie jest przyjacielem umysłu. Przeniknie do waszego wnętrza. Przeniknie do waszych myśli. Przeniknie głęboko do każdej szczeliny, do każdego ukrytego w cieniu zakątka, wciśnie się przez każde zamknięte drzwi umysłu i pamięci, ażeby oczyścić go i uwolnić go. Jest to jednak najtrudniejsze doświadczenie do przejścia. 

Bycie w tym stanie mistrzostwa – już poza przebudzeniem, a prawdziwie już teraz wchodzenie w mistrzostwo – spowoduje, że stracicie całe poczucie swojej tożsamości, poczucie własnej wartości, wszystko. To do was przeniknie. Jednakże w jakiś sposób wy pozostajecie oddani sprawie oświecenia. W jakiś sposób pozostajecie połączeni z sobą samym. 

Tyle nocy przepracowałem z wami i widzę, jak często niemalże desperacko próbujecie różnych technik, próbujecie się pozbierać na powrót. Czasami widzę, jak ogromnie dużo wkładacie w to siły mentalnej, używając samej tylko siły woli. Widzę jak używacie jej, żeby się zebrać w sobie, na co ja wam powiem tylko jedno, powiem to wam w czasie naszych nocnych spotkań: nie próbujcie tak mocno tego wszystkiego trzymać razem. To się rozpada z określonego powodu. 

Wy nadal będziecie tutaj, podczas gdy wszystko inne będzie się rozpadać. Wy nadal pozostaniecie prawdziwym „Ja Istnieję”, bez względu na wszystko, jednakże wszystkie inne części i kawałki, one się rozpadną. To część ewolucyjnego procesu. To część procesu odkrywania. 

Kiedy szukacie czegoś, czego moglibyście się trzymać, żeby zachować równowagę, próbując nie zwariować – wiem, jak to się odczuwa, to jest jakby spadać w najciemniejszą otchłań, albowiem utracicie każdą część siebie – tak więc to, co macie do zrobienia, co jest być może wbrew intuicji, jednakże to, co należy zrobić, to przyzwolić. To przyzwolić. Przyzwalacie na siebie, na swojego Ducha, na swoje Ja Jestem. 

Kiedy próbujecie tych innych rzeczy, które czasami robicie, kiedy próbujecie trzymać się frazesów, próbujecie się trzymać starych tożsamości, rzeczy, które może nawet w przeszłości się sprawdzały, wówczas wytwarzacie opór, który czyni to jeszcze bardziej bolesnym. To być może zadowala umysł przez chwilę i tę część was, która myśli, że coś robicie. Jednak gdy chcecie cokolwiek robić, to po prostu przyzwólcie. Przyzwalacie na siebie, na waszą boskość, waszą prawdziwą naturę. 

I tak, przyjdą takie chwile, kiedy mieć będziecie to straszne uczucie utraty wszystkiego, upadku w tę ciemność nicości. Ale, moi przyjaciele, wyłonicie się z tego w pełni świadomości swojego Ja Jestem. To nie jest filozoficzne stwierdzenie. Nie jest to duchowy komunał. To jesteście wy. 

A wtedy zbierzemy się jak teraz. Ja będę odwracał uwagę. Słyszałem, że prowokuję od czasu do czasu i denerwuję, że celowo wyrzucam kogoś za drzwi. Przyznaję się do zarzucanych mi czynów, a także do tych, których nie jesteście jeszcze nawet świadomi. (śmiech) Ale najistotniejszym faktem jest to, że jesteście tutaj, że nie odeszliście. Nie zrezygnowaliście. 

Właściwie to nie możecie zrezygnować. Nie możecie się obrócić tyłem, a wiem, że większość z was próbowała, (nieco śmiechu), dwa, trzy, pięć tuzinów razy albo więcej. I wiem, że część z was mówi: „Co ja robię? Dlaczego po prostu nie mogę powrócić do normalności?” Ale normalne nie jest naturalne. Możecie mnie cytować. To dobre na tiszert. Normalne nie jest naturalne. To nie jest wasz prawdziwy stan istnienia. Wy ewoluujecie. Wy się ujawniacie. Wy urzeczywistniacie siebie. 

A więc, kiedy się tak zbieramy i śmiejemy się, wyprawiamy nasze prowokacje i dystrakcje, i wszystko inne, naprawdę potwierdzam, że szczerze oddaję honor każdemu z was. Jest trudno. 

Czy zdajecie sobie sprawę z tego, jak nieliczni na tej planecie są ludzie, którzy prawdziwie przyzwalają na swoją Jaźń, na swojego Ducha? Och, jest dużo takich, którzy bawią się w duchowość czy w religię, dużo takich, którzy filozofują, ale ilu jest tu takich, którzy prawdziwie są tu dla oświecenia? Niewielu, na całym świecie zaledwie mała garstka. 

Ale nie potrzeba wielu. Nie potrzeba wielu. Ma miejsce ten efekt popcornu, a wy jesteście w samym środku procesu pękania, pomiędzy tym małym ziarenkiem kukurydzy a pełnym rozkwitem przepysznego Ja Jestem. 

Tak więc teraz po tym serdecznym, ckliwym otwarciu, wracajmy do Adamusa. (śmiech)

Weźmy porządny, głęboki oddech i wracajmy do naszego stałego programu. (Adamus wypija łyk kawy) Ach!


Prawda

Jedyną prawdą – jedyną prawdą – jest “Ja istnieję. Ja jestem”. To wszystko. To jest jedyna prawda. Wszystko inne jest konceptem, twórczym konceptem. Oddaję tu hołd mojemu drogiemu przyjacielowi, Mistrzowi Rameshowi*, za sformułowanie tej myśli. Nieco ją zmodyfikowałem, ale jedyną prawdą jest „Ja Jestem, Ja Istnieję”. Wszystko inne jest twórczym konceptem. Naprawdę niesamowite. 

*Ramesh Balsekar (1917-2009). Hinduski mistrz duchowy Adwajty, czyli niedwoistości. W jednej ze swoich książek napisał: „Cokolwiek powiedział jakikolwiek mędrzec jest to jedynie koncept. Cokolwiek jest napisane w jakimkolwiek piśmie świętym należącym do jakiejkolwiek religii, jest to jedynie pojęcie. Zarówno Bóg jest pojęciem, jak i jego brak. Jedyne, co pojęciem nie jest, czemu nikt nie może zaprzeczyć – to fakt, że on lub ona istnieje – Ja jestem, Ja istnieję. Możliwe jest tylko istnienie bezosobowe. Nie ma istnienia osobowego.” – przyp. tłum.

Nie ma żadnych innych prawd. Tak, możecie wyglądać przez okno i widzieć drzewa, budynki, trawę, innych ludzi. To nie jest w rzeczywistości prawdą. To jest prawda „i”, rodzaj prawdy, a jedyną realną prawdą jest „Ja Istnieję”. Zachęcam każdego z was, byście z tym oddychali, poczuli to aż wstrząśnie to wami tak od wewnątrz, jak i na zewnątrz, aż osiągniecie ten moment „acha!”, aż to chwycicie. To nie jest tylko kwestia kilku słów – „Ja istnieję” – ale jest to wewnętrzna wiedza. To jest urzeczywistnienie – „Ja Istnieję. Ja Istnieję zawsze.” 

Kiedy rozpadacie się jako ludzie, kiedy wasz umysł całkowicie popada w chaos, nic z tego się nie liczy. Nie ma znaczenia. „Ja Istnieję.”

Kiedy się zamartwiacie z powodu śmierci, kiedy zamartwiacie się tym, co przyniesie jutro, kiedy zamartwiacie się o to, jak poradzicie sobie z wydatkami na życie czy z opłaceniem czynszu albo czymkolwiek w tym rodzaju, to nie ma znaczenia. Naprawdę nie ma. „Ja Istnieję.” 

Oto dlaczego mogę się śmiać ze śmierci. Przede wszystkim jestem martwy (nieco śmiechu), według ludzkich kryteriów, a jednak bardziej żywy od większości tych ludzi, jakich spotkałem. Dlatego właśnie mogę się śmiać ze śmierci. Nie ma ona znaczenia. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że kiedy Mistrz może wyjść poza martwienie się śmiercią – ach! – wszystko inne jest tak łatwe. A wtedy pojawia się obawa: „No cóż, jeśli zaakceptuję śmierć…”, pojawia się obawa, że wówczas nagle pojawi się u waszego progu. Nie, niekoniecznie. Ech, prędzej czy później, ale doprawdy, czy chcecie już tak na zawsze kręcić się w kółko? Nie, nie, nie. 

Ale kiedy wyjdziecie poza obawę przed śmiercią, odniesiecie zwycięstwo nad jednym z największych demonów ukrytych w człowieku. Kiedy uświadomicie sobie „Ja Istnieję”, kiedy uświadomicie sobie, że będziecie istnieć wciąż i wciąż i wciąż, wówczas, moi drodzy przyjaciele… (Adamus robi pauzę, kiedy Linda prześlizguje się obok zmierzając do tylnej części sali; kilka chichotów) Tak spokojnie idziesz (do Lindy)… a tyle robi hałasu. (do publiczności; Adamus chichocze)

Kiedy uświadomicie sobie „Ja Istnieję”, nie martwicie się o te rzeczy. Nie martwicie się o następny posiłek. Nie martwicie się o nic takiego. Nagle zmieniacie całą dynamikę swojej energii i wszystko jest wówczas dla was. Wszystko. „Ja Istnieję” – takie proste. Tak bardzo proste. 


Obecne energie

Wiem. Dni są ciężkie. Och, ciężkie dni… a jeśli mowa o ciężkich dniach, pomyślcie, gdzie teraz jesteśmy. Przyjrzyjcie się wszystkim zdarzeniom, jakie mają miejsce. Jak już wcześniej wspominaliśmy jest to 4-4-8 (odnosi się do daty). Właściwie, to ma to pewien związek z tymi cyframi. Cztery jest bardzo zrównoważone, jak kwadrat. Osiem, rzecz jasna, to równowaga równowagi. 

A zatem jesteśmy w tym dniu 4-4-4, dniu, no cóż, który powinien być zrównoważony, jednakże wielu z was wcale tak go nie odczuwa. 

Oto, gdzie jesteśmy. Właśnie miało miejsce zaćmienie księżyca, wczoraj w nocy księżyc był krwawy. Och, jakież energie to wszystko ze sobą niesie! Jesteśmy teraz w wielkanocnym weekendzie. Dokładnie między Wielkim Piątkiem – dziwne, że można było go tak nazwać* (kilka chichotów) – i Niedzielą Wielkanocną, dniem wzniesienia. Tak więc jesteśmy w tym miejscu pomiędzy. Niesamowite są teraz energie. 

*Po angielsku to Dobry Piątek (Good Friday) – przyp. tłum. 

Wychodzimy właśnie z wiosennej równonocy, oznaczającej zmianę pory roku. Wychodzimy z zaćmienia Słońca – wszystko to się teraz dzieje. Nazwałbym ten rok naprawdę rokiem ProGnost. 

Intensywność. Ach, i jak powiedziałem w czasie zajęć ProGnost: będzie mieć miejsce seria wielu zdarzeń, wielu dramatów, jeden po drugim. Żaden jako taki nie będzie całkowicie obezwładniający, ale trwać będą nieomal w nieskończoność; nie da się nawet złapać tchu. Och, to uczucie fizycznego zmęczenia. Czy ktoś go doświadczył ostatnio? (publiczność potwierdza) Tak! Ale to naturalne. 

No ale wy się martwicie. „Co się ze mną dzieje?” Martwicie się z tego powodu. Ale, moi drodzy przyjaciele, to przez co teraz przechodzicie, jest naturalne. Zaraz to wyjaśnię. 

I tak oto znajdujemy się w samym środku wszystkich tych różnych energii i co się dzieje? No cóż, powiem wam, ponieważ byłem bardzo, bardzo zajęty w nocy przez ostatnie kilka tygodni - z wami. (Adamus chichocze) O tak. A wy jesteście zajęci, oczywiście, wieloma dziwnymi snami. Nie. Nie. To dziwna interpretacja pięknych snów. A to duża różnica. Nie macie dziwnych snów. Macie bardzo dziwne, mentalne interpretacje swoich snów. 

Wasze sny są piękne. Wasz umysł po prostu nie rozumie, co się ____ dzieje. Taak. Zauważcie jak wypikowałem słowo. (kilka chichotów) Nie wypowiedziałem go. Chciałem to zrobić. Nie mogę. 

SART: Śmiało!

ADAMUS: Nie. Ty zrób to za mnie, Sart.

SART: Kurwa.

ADAMUS: Ach! Dobrze. (śmiech) Ćwiczę na zajęcia w Sedonie, gdzie nie wolno mi będzie przeklinać, ale mogę zachęcić publiczność, żeby klęła, mówiła brzydkie słowa. 

Lubię mocne, brzydkie słowa, nie przez cały czas, ale w pewnych… och, to jak wykrzyknik, który po prostu – łup! – jakby wręcz wstrząsał trochę energią. 

Tak baaardzo nie jest mi przykro, Edith. (kilka chichotów) Ale Edith, Edith, Edith, Kocham cię, moja droga. Mmm! (całuje ją w rękę) Tak. 

EDITH: Dziękuję. I wzajemnie. 

ADAMUS: Mam coś dzisiaj dla ciebie. 

EDITH: Och.

ADAMUS: Tak, coś specjalnego dla ciebie. Moją nową, no cóż, nie jest to ta książka-hit, nad którą wciąż pracujemy, ale moja nowa niesamowita książka. (podnosi w górę książkę Gra Świadomości) Właściwie to nie jest moja książka. Moje nazwisko jest na niej, oczywiście, duże. Bardzo duże, tak. Ono się sprzedaje. (nieco śmiechu) To jest wasza książka. To jest wasza książka. Jest w niej wiele słów. Jest w niej wiele ciekawych koncepcji, myśli i fraz, kilka sympatycznych banałów i interesujący tytuł, ale to jest wasza książka. Wasza energia, Shaumbra, wasze energie są tutaj. Wy je tu umieściliście. Ja je tu przypieczętowałem. Zadałem sobie wiele trudu, żeby nimi nasycić tę książkę w trakcie całego procesu jej tworzenia. To jest wasza książka, wasza podróż. 

Nie mówię, że nagle sprzeda się ona w milionach egzemplarzy na całym świecie, ponieważ nie ma milionów ludzi, którzy by ją naprawdę zrozumieli. Ale znajdzie ona swoją drogę do rąk wielu, wielu, wielu, którzy są na nią gotowi. Wy prawdopodobnie wiecie to wszystko, co jest w tej książce, taak… To świetna zabawa czytanie tego jeszcze raz, żeby przede wszystkim zobaczyć jacy jesteście mądrzy. Ech, jednakże ona znajdzie swoją drogę do rąk ludzi, którzy, dla których, będzie ona zbawieniem na wiele sposobów. 

Do ludzi, którzy myślą, że są sami, którzy myślą, że wariują, ludzi, którzy mają zakłóconą równowagę z powodu tego, co się z nimi dzieje, a co ich przerasta. I oni przeczytają tę książkę, nie tylko słowa, a kiedy poczują energie, to ich zmieni. 

Tak więc pozwól, że ofiaruję ją tobie… 

EDITH: Dziękuję ci.

ADAMUS: …moja droga. Tak. (brawa publiczności)

EDITH: Czy mogę cię ucałować? 

ADAMUS: Chodź do tatusia. Mmm. (nieco śmiechu, Edith całuje go w policzek)

EDITH: Dziękuję ci!

ADAMUS: Dziękuję.

Tak więc mamy wszystkie te energie działające teraz. Jest ciężko. Będą dni, kiedy będziecie mieć wrażenie, jakbyście byli w uścisku imadła, które ściska was coraz mocniej i mocniej, aż poczujecie, że zwyczajnie musicie się z tego wyrwać, a kiedy indziej poczujecie jakby wasze ręce i nogi były przewiązane sznurami i ciągnięte w różnych kierunkach, no a pomiędzy tym wszystkim zdarzać się będą jeszcze inne rzeczy. I wtedy bierzecie głęboki oddech. 

Wiem, że czasami trudno to zrobić, tak zwyczajnie uspokoić się poprzez przyzwolenie, nie próbując regulować ciała, a już zdecydowanie nie próbując regulować myśli. 

Przyzwolenie jest antytezą prób regulowania i kierowania myślami. To zbyt dobrze nie działa. Działa przez dziesięć minut, a potem albo sięgacie po butelkę czy bong*, jak lubimy mówić w Klubie Wzniesionych Mistrzów. (nieco śmiechu i Adamus chichocze) Albo doprowadzacie siebie do absolutnego szaleństwa. Tak, będzie sporo dobrych, krótkich zajawek informacyjnych na ten temat. 

*fajeczka do palenia trawki – przyp. tłum. 

Tak więc, Shaumbra, jest trudno. Zapewniam, że wiem o tym. Wiem, że tak jest. Ale kiedy zbieramy się jak teraz, jest nieco wytchnienia, trochę czasu na uśmiech, na powiedzenie kilku dowcipów, na relaks; jest to czas na trochę pięknej muzyki – podoba mi się ta dzisiejsza* – czas na nieco dystrakcji, czas na odprężenie, gdy wchodzicie w swoje oświecenie. 

*Odnosi się do piosenki sprzed Shoudu „Fade Into You” (Wtopić się w ciebie) w wykonaniu Sama Palladio i Clare Bowen.https://www.youtube.com/watch?v=gOUyFyaiuDM


Pytania i odpowiedzi

A teraz Linda z mikrofonem będzie chodzić wśród publiczności po odpowiedzi na pytania, które zadam. 

LINDA: Z przyjemnością.

ADAMUS: Zawsze słyszę, jak pewni ludzie pytają: „Ale dlaczego Adamus nie prowadzi pytań i odpowiedzi w sposób, w jaki Tobiasz to robił?” Czy ja wyglądam jak Tobiasz? (nieco śmiechu) Właściwie to wyglądam. (więcej śmiechu) Głupie pytanie. Odpowiedź brzmi: ja pytam, wy odpowiadacie. 

Tak więc dzisiaj zrobimy sondaż, a ja was proszę, żebyście naprawdę głęboko się wczuli, odpowiadali uczciwie, szczerze. W przeciwnym wypadku miernik makyo tego nie wytrzyma i wysiądzie. 

LINDA: Ups. 

ADAMUS: Mam trzy pytania na osobę. Chcę się zdać na wyczucie, na coś w rodzaju próby losowej, Linda, bierzemy pod uwagę całą salę. 

Najpierw komuś podaj mikrofon, a wtedy ja zapytam.

LINDA: Czy chcesz, żeby to był ktoś ze stałych uczestników, czy raczej nowa twarz? 

ADAMUS: A jakby tak wybrać okrągłe*, nowe twarze? (śmiech) Każdy, kto jest nowy i ma okrągłą twarz niech się zgłasza do odpowiedzi. Ale ty nie. Tak. (Linda komuś wręcza mikrofon, lecz ten przekazuje go następnej osobie) Och, to nie pora na przekazywanie mikrofonu. To jest… tak. 

*Adamus nawiązuje do słowa „around” (w pobliżu, blisko), co brzmi jak słowo „a round” (okrągły) – przyp. tłum.

SHAUMBRA 1 (kobieta): Och. Dla mnie? 

ADAMUS: Tak. (śmiech)

SHAUMBRA 1: OK.

ADAMUS: To nie jest zabawa. To nie jest mikrofon musicalowy, musicalowe krzesła. 

OK. Pytanie. Czy zechciałabyś wstać?

SHAUMBRA 1: OK.

ADAMUS: Żebyśmy mogli zobaczyć twoje piękno. 

SHAUMBRA 1: OK.

ADAMUS: Tak, tak. Pytanie. Właściwie trzy pytania. Poproszę cię, żebyś oceniła… oceniła, dokonała rankingu. Po pierwsze chcę cię poprosić o ocenienie swojego nastroju według skali od jednego do dziesięciu: jeden to zły nastrój, dziesięć – stan euforii. 

SHAUMBRA 1: OK.

ADAMUS: Jaki jest twój nastrój w tej chwili? 

SHAUMBRA 1: Myślę, że sześć. 

ADAMUS: Sześć. 

SHAUMBRA 1: Acha.

ADAMUS: Dobra odpowiedź. Czy ktoś zechciałby to zapisywać, żebyśmy mogli zebrać…

LINDA: Gdzie chcesz, żeby to zapisać?

ADAMUS: Na kartce papieru. (Adamus chichocze; Linda wskazuje na iPada) Jasne, jasne OK..

LINDA: OK.

ADAMUS: A więc nastrój – sześć. Następne pytanie. Jaki jest poziom twojej energii? Od jednego do dziesięciu; jeden – niski, dziesięć – gotowa jesteś pobiec w maratonie. Jaki jest poziom twojej energii? 

SHAUMBRA 1: Dwa.

ADAMUS: Dwa. OK, świetnie. Dobrze. To znaczy, nie jest dobrze, że dwa, ale doceniam twoją szczerość. (kobieta chichocze) Tak. I numer trzy. Jakie jest twoje poczucie równowagi? Jeden to daleko do równowagi, numer dziesięć – absolutne zintegrowanie. 

SHAUMBRA 1: O łał. 

ADAMUS: Łał. Nie ma takiej opcji. Opcja to od jednego do dziesięciu. 

SHAUMBRA 1: Od jednego do dziesięciu.

ADAMUS: Od jednego do dziesięciu.

SHAUMBRA 1: Moja równowaga wynosi trzy. 

ADAMUS: Trzy. Doskonale. Dziękuję ci. Dziękuję. Idziemy w dobrym kierunku. Dziękuję ci. 

SHAUMBRA 1: OK.

ADAMUS: Tak. 

SHAUMBRA 1: Dziękuję ci. 

ADAMUS: A więc mam sześć dla, eee… co to było za słowo, które ty… (próbuje odczytać pismo Lindy) Nastrój. (ktoś podpowiada: „Nastrój”)

LINDA: Nastrój.

ADAMUS: Nastrój. Poziom energii trzy, równowagi trzy. Całkiem nieźle. Całkiem nieźle. 

OK, następny. Nie mówię, że to dobry wynik, ale chcę ci coś pokazać i chcę, żebyś się na tym skupiła. 

SHAUMBRA 1: OK.

ADAMUS: Masz średni wynik dwanaście z trzydziestu możliwych, trochę poniżej połówki. Pod koniec dnia zadam to samo pytanie. Zadam to samo pytanie i pokażę ci jak to coś działa. Och! Uwielbiam to…

SHAUMBRA 1: Zadasz to samo…

ADAMUS: …uwielbiam się droczyć. Och! Czy mogę cię uściskać? Dzisiaj jest dzień ściskania na ranchu Adamusa. (obejmują się) Dobrze. Dobrze. Następny. 

LINDA: Ilu ludzi zamierzasz o to zapytać?

ADAMUS: Każdego. 

LINDA: Nieee! Chodzi mi o zapisywanie na tablicy.

ADAMUS: Nie, pytam każdego.

LINDA: Do zapisania.

ADAMUS: Jeszcze nie wiem.

LINDA: OK. Próbuję to jakoś rozplanować, próbuję rozplanować.

ADAMUS: Nie będziemy tego ćwiczyć. Będziemy improwizować. 

LINDA: Próbuję rozrysować jakiś plan.

ADAMUS: Tak.

LINDA: Próbuję cię wesprzeć.

ADAMUS: OK, następny.

LINDA: Wspieram cię. 

ADAMUS: Dziękuję ci. To byłby pierwszy taki ktoś. Czy to jest rejestrowane? (nieco śmiechu, a Adamus posyła jej całusa)

Tak. Jak twój nastrój? 

SHAUMBRA 2 (mężczyzna): Nie wiem, jaki jest.

ADAMUS: Nie wiesz. Wybierz jakąś cyfrę. Wymyśl coś po prostu od jednego do dziesięciu. 

SHAUMBRA 2: Siedem. 

ADAMUS: Siedem. OK. Następne pytanie: jaki jest poziom twojej energii?

SHAUMBRA 2: Poziom energii?

ADAMUS: Taak.

SHAUMBRA 2: Jest… Powiedziałbym, że pięć albo sześć, pięć i pół. 

ADAMUS: Pięć i pół. OK, dobrze, dobrze. I na koniec, jak jest u ciebie z równowagą? 

SHAUMBRA 2: Z równowagą?

ADAMUS: Chodzi o bycie w równowadze ze sobą, o poczucie integracji. 

SHAUMBRA 2: Pięć i pół. (Adamus się zatrzymuje, spoglądając na Lindę, która rozmawia z Johnem Kuderką)

LINDA: Jestem zajęta! (nieco śmiechu)

ADAMUS: Pięć i pół. Dobrze. OK. Linda, czy zechciałabyś zapisać trochę liczb?

LINDA: Za sekundę, mam awarię iPada. 

ADAMUS: Dziękuję ci. Czy to coś jak awaria ubrania*? (więcej chichotów)

A więc mamy: „jest w porządku, ale nic nadzwyczajnego”. OK. 

*Termin „awaria ubrania” (wardrobe malfunction) został ukuty po skandalu, kiedy to na koniec wspólnego występu podczas Super Bowl Justin Timberlake ręką zdarł z Janet Jackson fragment ubrania, obnażając jej prawą pierś i tłumacząc, że nastąpiła awaria ubrania. Odtąd wszelkie incydenty związane z niespodziewanymi, kłopotliwymi i zabawnymi sytuacjami nagłych uszkodzeń fragmentu odzieży (nagłe pęknięcie spodni, urwanie się ramiączka u sukni itp.) tak zaczęto nazywać nie tylko w USA, ale i w innych krajach.- przyp. tłum. 

SHAUMBRA 2: Taak. Nic nadzwyczajnego. 

ADAMUS: Nic nadzwyczajnego. Taak. A przy okazji, cieszę się, że jesteś tutaj. Czy pamiętasz naszą dyskusję kilka nocy wstecz? 

SHAUMBRA 2: Kilka nocy wstecz? 

ADAMUS: Czy mógłbym cię prosić o podanie mu mikrofonu? Droga pani (do Lindy) jest bardzo zajęta. Czy pamiętasz, że prowadziliśmy długą dyskusję kilka nocy wstecz? Pamiętasz?

SHAUMBRA 2: Nie.

ADAMUS: Dobrze. (Adamus chichocze) Dobrze. Byłeś na mnie bardzo zły. I musieliśmy odbyć długą, mocno przedłużoną sesję. Tak. 

SHAUMBRA 2: OK.

ADAMUS: Nie policzyłem sobie za przedłużenie sesji. Taak. Dziękuję ci. Kto następny? Kto następny? Jaki masz nastrój? 

SHAUMBRA 3 (kobieta): Siedem. 

ADAMUS: Siedem. Łał. (Linda wciąż próbuje naprawić iPada) Wiesz, ja lubię papier. Zwyczajny, staromodny kawałek papieru.

LINDA: Jaka była twoja liczba?

SHAUMBRA 3: Siedem. 

ADAMUS: Dziękuję ci. Siedem. 

SHAUMBRA 3: O niczym innym jeszcze nie było mowy. 

ADAMUS: Dobrze. Jaki jest poziom twojej energii?

SHAUMBRA 3: Mm. Sześć.

ADAMUS: Sześć. Taak. Co jadłaś na śniadanie? 

SHAUMBRA 3: Jogurt.

ADAMUS: Ach, dobrze. Mogłaś powiedzieć: “To nie twój interes.” 

SHAUMBRA 3: Pewnie bym mogła! (nieco śmiechu)

ADAMUS: Dobrze.

SHAUMBRA 3: Niczego nie ukrywam.

ADAMUS: Jogurt. A jak u ciebie z poczuciem równowagi, z samopoczuciem, równowagą? 

SHAUMBRA 3: Osiem.

ADAMUS: Osiem! To zabawne… nie zabawne, zabawne… to niezwykłe. Myślałem, że za chwilę się rozpłaczesz. 

SHAUMBRA 3: Nie.

ADAMUS: Może się myliłem. Mogłem się przecież pomylić. Nie. 

SHAUMBRA 3: Nie miałam na to ochoty. 

ADAMUS: OK. Po prostu się przyglądam. To nie moja sprawa, twój jogurt, twoje łzy; to nie moja sprawa. (nieco śmiechu) Następny. 

LINDA: Mmm. Mmm.

ADAMUS: Jakaś defilada się tam z tyłu odbywa. (kilka chichotów; Larry wniósł stelaż z papierem do pisania)

LINDA: (zwraca się do Mofo) To oczywiste! 

MOFO (Marty): Jej! 

ADAMUS: Mofo.

MOFO: Jak się masz?

ADAMUS: Dobrze. Jak twój nastrój?

MOFO: Eeem…

ADAMUS: Mogłoby być lepiej. 

MOFO: Mogłoby być lepiej, ale nie jest strasznie. 

ADAMUS: Zdefiniuj “strasznie”. Doświadczasz ludzkiej kondycji na tej planecie. Jesteś w pułapce. Życie jest trudne. Masz te wszystkie… I co?! To nie jest straszne? Oj!

MOFO: Ooch.

ADAMUS: Jaki masz nastrój? Teraz, kiedy ja właśnie…

MOFO: Teraz jestem po prostu…

ADAMUS: W rozsypce. 

MOFO: Po prostu łeeee!

ADAMUS: Tak, tak. Taak.

MOFO: Taak, taak. Było osiem. A teraz około sześciu. 

ADAMUS: Spada do sześciu.

MOFO: Taak, sześć. Taak, taak.

ADAMUS: Sześć. OK, świetnie. 

LINDA: Sześć?

ADAMUS: A jaki jest poziom energii? 

MOFO: To dziwne, bo raz jest dziesięć i zaraz jest dwa, i zmienia się – pstryk! - o tak.

ADAMUS: Taak.

MOFO: Czuję się pełen energii, a zaraz potem wyczerpany. 

ADAMUS: Taak, dwubiegunowiec. 

MOFO: Taak! Taak! (śmiech) Taak. Za mało leków.

ADAMUS: Och, są takie obawy, że możecie zapaść na dwubiegunowość albo że coś się dzieje poważnego z waszą psychiką. Ale tak nie jest. Jesteś OK. 

MOFO: Ufff!

ADAMUS: Jesteś w porządku.

MOFO: Łał. Teraz będę mógł spać.

ADAMUS: Taak. Teraz będziesz mógł spać. 

MOFO: Dzięki. Dzięki.

ADAMUS: Tak. Dobrze. I następne pytanie: jak jest z twoim poczuciem równowagi?

MOFO: Emmm… powiedziałbym, że chyba cztery.

ADAMUS: Ech.

MOFO: Taak.

ADAMUS: Ech.

MOFO: Taak, nieco poniżej połowy.

ADAMUS: Nieco poniżej połowy. OK.

LINDA: Jaki uzgodniliśmy poziom energii?

MOFO: Och, energia wynosiła chyba pięć.

ADAMUS: Pięć.

MOFO: Taak.

ADAMUS: Doszliśmy do porozumienia. Znowu kompromis. OK. Dobrze. 

MOFO: Tak się robi na sposób ludzki. 

ADAMUS: Tak, tak. Jeszcze dwie osoby. Jeszcze dwie osoby. 

LINDA: Jeszcze dwie.

ADAMUS: OK. Czy zauważacie pewien trend? (ktoś mówi: “Tak”)

LINDA: Taak, taak.

ADAMUS: OK.

LINDA: Zdecydowanie pojawia się trend.

ADAMUS: Zdecydowanie pojawia się trend.

LINDA: Do bani.

ADAMUS: OK, następny. (kilka chichotów) Jaki macie nastrój? Do kogo powędruje mikrofon w następnej kolejności? Tak. Jaki jest twój nastrój? 

DENISE: Mój nastrój podlegał silnym wahaniom przez ostatnie dwa-trzy tygodnie. 

ADAMUS: Jak jest teraz? 

DENISE: Dzisiaj, dzisiaj…

ADAMUS: Bum! Szybciutko.

DENISE: Dzisiaj jest na poziomie siedmiu. 

ADAMUS: Siedmiu. Dobrze. Jaki najniższy poziom osiągnął twój nastrój w ostatnich dwóch tygodniach? 

DENISE: Jeden.

ADAMUS: Taak, dobrze. A jaki jest poziom twojej energii?

DENISE: W tej chwili osiem. Dwa tygodnie temu było dwa. 

ADAMUS: OK, dobrze. I na koniec, jak odczuwasz poziom swojej równowagi?

DENISE: Siedem. A powiem ci, że dwa tygodnie temu było jeden. 

ADAMUS: Jeden. Właściwie kilka tygodni temu w ogóle jej nie było. (nieco śmiechu)

DENISE: Tak!

ADAMUS: A także kłóciliśmy się ze sobą późno w nocy, ty i ja. 

DENISE: O nie!

ADAMUS: Dlaczego się ze mną kłócisz? Po prostu jestem ciekawy. 

DENISE: Czy ja się z tobą kłócę? 

ADAMUS: O taak, taak. 

DENISE: OK. W dużej mierze chodzi o to, że chcę być słyszana. 

ADAMUS: Chcesz być słyszana.

DENISE: Chcę być słyszana…

ADAMUS: Ciekawe.

DENISE: …i potrzebuję słyszeć siebie.

ADAMUS: Ciekawe. Chcesz być słyszana przez kogo?

DENISE: Przez siebie…

ADAMUS: Ooch.

DENISE: …moją duszę, mojego ducha.

ADAMUS: Dlaczego miałabyś być niesłyszana?

DENISE: Dlaczego miałabym być niesłyszana? (zaczyna płakać)

ADAMUS: Taak, dlaczego twoja dusza miałaby cię nie słyszeć? 

DENISE: (waha się) Myślę, że zbyt wiele lat mówiono, że się nie jest godnym, że się nie jest wystarczająco dobrym. 

ADAMUS: Kto ci to mówi?

DENISE: Myślę, że to narastało, że dało się słyszeć z zewnątrz i teraz wraca.

ADAMUS: Kto ci to mówi?

DENISE: Gdzieś musiałam to podchwycić i uwierzyłam, że to dotyczy mnie i teraz przenoszę to do mojego serca. 

ADAMUS: Dlaczego to robisz?

DENISE: To dobre pytanie.

ADAMUS: Wiem. Ja je zadałem. Musi więc być dobre. (nieco śmiechu) Dobre pytanie. Przepraszam. Myliłem się. Myślałem, że łzy, no wiesz, pochodziły stąd. (wskazuje na kobietę, z którą wcześniej rozmawiał - SHAUMBRĘ 3) Ale one są tutaj. Właściwie, to myślę, że są wszędzie. 

Dlaczego ktokolwiek miałby to robić? Dlaczego ktokolwiek… chodzi mi o to, że wiem dlaczego, ale nie wiem dlaczego ktoś miałby to robić sobie? Nie warto. Czy mógłbym… czy moglibyśmy przez chwilę porozmawiać ze sobą prywatnie? (Adamus chichocze)

DENISE: Proszę. (chichocze)